Kiedy pochowamy najbliższą osobę, pogrzebowe dzwony umilkną, a tłum gości rozjedzie się w rodzinne strony, często wracamy do pustego mieszkania, pozostawieni sami sobie. Choć rutynowe czynności dnia codziennego powoli wypełniane jakoś tamują rozpacz i ułatwiają prawie normalne życie, ciągle coś nas gniecie, ciągłe coś nam ciąży.

Nie sposób jest inaczej reagować, wykasować pamięci, usunąć wszystkie wspomnienia i stawiać następne kroki już na stabilnym podłożu. Bardzo często, coś co dla otoczenia jest normalne, dla nas cierpiących żałobników jest tylko przykrywką, maską, którą zakładamy jak idziemy do pracy, czy na spotkanie. Nie chcemy zbędnych pytań, nieporadnych porad w stylu wiem co czujesz, ogólnie mieszania się w nasze życie osób trzecich. Gdy mamy przy sobie rodzinę, albo kogoś, komu bezgranicznie ufamy łatwiej jest się nam otworzyć, ujawnić nasze roztrzaskane wnętrze, by z pomocą powoli je posklejać. Nie należy wycofywać się z życia i nagle zrezygnować ze wszystkiego co dawniej dawało nam radość siłowni, ulubionej książki, czy spotkań z przyjaciółmi.

Nie należy siebie za karać za śmierć drugiej osoby, chcąc to teraz odpokutować ascezą. Czasami tylko kontakt z drugim człowiekiem pozwala przetrwać trudny czas, w którym sami sobie nie poradzimy. Rozpacz, ciągle kotłujące się w głowie myśli muszą gdzieś znaleźć ujście, trzeba czasami je zostawić w czterech kątach i wyjść z mieszkania, do życia.

Okres żałoby jest specyficznym czasem, nie tylko umowną tradycją, która nakazuje ciemny strój i w desperaci przeszukujemy szafę, by znaleźć coś ciemnego, bo jak można się pokazać w czymś innym? To przecież nie o to w tym chodzi, by inni zauważyli, że prawidłowo wypełniamy żałobę. Żałoba trwa pełne 12 miesięcy, jest czasem refleksji i ponownego dostrojenia się do dalszego funkcjonowania. Choć ból po stracie jest wszechogarniający i niewiadomo jak z nim walczyć, bo uniwersalnej recepty na niego nie sprzeda nam żaden nawet najlepszy psycholog, jedynie może zalecić tabletki uspokajające, a w skrajnych przypadkach antydepresanty, to musimy przez to przejść sami.

Błędem okazuje się próba całkowitego wyparcia ze świadomości nieprzyjemnego faktu, bądź całkowita odwrotność wiara w życie człowieka, którego pochowaliśmy. Oba te skrajne zachowania mogą prowadzić do rozstrojów i problemów z własną osobowością oraz dualizmu prowadzonego życia. Czas jest najlepszym lekarstwem, nie należy liczyć na błyskawiczność i automatyczną poprawę. W tym czasie najważniejsze jest by zrozumieć i przyjąć stratę, a w dalszym etapie by ją próbować zaakceptować, jako kolejną zmianę, kolejne doświadczenie, które nas buduje i umacnia. Można mówić wiele, jednak gołosłowiem niczego nie zmienimy.

Musimy popracować nad sobą. Dać sobie czas na poukładanie wszystkich spraw, na wewnętrzną spójność. W tym okresie nie musimy gonić za szczęściem, ani epikurejskimi celami, ale przede wszystkim zmierzyć się ze sobą.
  • Dodał: admin
  • Data: 03/08/2011 20:24
  • Kategoria: Psychologia
  • Komentarzy: 0
  • Czytań: 5284